Pies myśli? (szkoleniowiec - Leonard Wach)

From Encyklopedia Zwierząt - Euroanimal

Artykuł został opracowany przez Pana Leonarda Wacha wieloletniego szkoleniowca psów.

Lista pozostałych artykułów opracowanych przez Pana Leonarda.


[edytuj] Pies myśli?

Jako zwierze dość inteligentne, kierując się instynktami typowymi dla swojego gatunku potrafi pokonać wiele przeszkód utrudniających mu życie. Swoim „twórczym” zachowaniem może niejednokrotnie wymusić na człowieku ustępstwa, które zapewnią mu minimum wygody i samodzielności w działaniu. Pies instynktownie wie, co jest dla niego dobre, a co złe. Dlatego, choć podporządkowany swojemu wychowawcy, unika rzeczy dla niego przykrych, starając się zasmakować jak najwięcej przyjemności. Wiadomo, że jako zwierzę typowo użytkowe zmuszony jest do wykonywania różnego rodzaju poleceń przewodnika nawet w ekstremalnych warunkach, w których praca jest zawsze mniej lub więcej uciążliwa. Ponadto jego zachowaniem kierują różne bodźce, które skłaniają go do określonego zachowania, czasami sprzecznego z naszymi wymaganiami. Materiał ten poświęcam przypadkom właśnie takich zachowań psa. Będą to przykłady graniczące z anegdotą, ale zapewniam, że zostały wzięte z mojej długoletniej pracy z psami.


Fener

Był to owczarek niemiecki bez rodowodu, z którym przebywałem na kursie przewodników psów tropiących, gdzie obaj zostaliśmy poddani szkoleniu. Miało ono charakter grupowy, a wyglądało tak, że jeden instruktor „męczył” się z kilkoma kandydatami na przewodników, a ci z kolei ze swoimi czworonogami. Pewnego dnia na poligonie do ćwiczeń zebrano psy z całego kursu i ustawiono je razem z przewodnikami jeden obok drugiego. Miała to być nauka wyrabiania agresywności psów w grupie. Na dany sygnał z ukrycia wyszedł pozorant. Jego zachowanie było dla mnie dziwne. Wymachiwał rękami, coś pokrzykiwał i potrząsał trzymaną w ręku gałęzią. Każdy przewodnik zachęcał swojego wychowanka do agresywnego zachowania, wydając rozkaz „bierz-bandzior”. Kiedy psy rozszalały się na dobre, tuż przy moim stanowisku zza krzaka wyskoczył zając, wyrwany z drzemki przez ujadające psy. Fener zerwał zamocowanie w obroży i zamiast pobiec do pozoranta, pogonił za zającem uciekającym do pobliskiego lasu. Zostawiłem wszystko i wszystkich, pobiegłem za nim. Po drodze przewróciłem się kilka razy. Poobijany, z podrapaną twarzą wróciłem bez psa. Pomyślałem, że zginie, wszak był to początek kursu, a moja znajomość z nim zbyt krótka. Zniknięciem psa nikt poza mną się nie przejmował, czekałem więc cierpliwie około godziny. Nagle, ku mojej radości, zobaczyłem Fenera, bardzo zmęczonego, biegnącego wolno w moim kierunku.

Na szkoleniu poświęconemu pracy węchowej mieliśmy ćwiczenia z rozpoznawania osób po zapachu ludzkiego potu. Był to już okres, kiedy psy miały dobrze opanowane to ćwiczenie. Dotychczas Fener bezbłędnie rozpoznawał osoby, lecz tym razem uwziął się tylko na jedną. Pomyślałem, że nie ma dzisiaj swojego dnia, bo przecież takie również się zdarzają. Jednak wkrótce się przekonałem, że swój dzień to on jednak miał, wybranego pozoranta bowiem szturchał bez przerwy w okolice kieszeni od spodni, w której znajdowała się kanapka z szynką.

Psy policyjne mimo dobrego przygotowania też podlegają prawom natury i potrafią „wyłamać” się w najmniej spodziewanym momencie. Pewnego razu po otrzymaniu informacji o planowanym przestępstwie w wyznaczone miejsce udała się grupa policjantów z dwoma psami obronnymi, aby zorganizować zasadzkę. Informacja okazała się prawdziwa: dwóch przestępców pojawiło się w obserwowanym rejonie. Dobrze się składało, że na dość dużej przestrzeni teren był otwarty, a do najbliższego lasu kilkaset metrów. Uciekający człowiek praktycznie nie miał żadnych szans ujścia przed ścigającym psem. Na wezwanie do zatrzymania obaj mężczyźni zareagowali ucieczką w kierunku lasu. Na wydany rozkaz psy ruszyły natychmiast w pościg. Dość szybko zbliżyły się do uciekających i policjanci byli pewni, że pościg zakończy się pełnym sukcesem. Nagle stało się coś niezwykłego, psy jak na rozkaz zmieniły kierunek. W grupie policjantów nastąpiła konsternacja, nie wiedzieli, co się stało. Po pewnej chwili jeden zauważył, że psy zmieniły kierunek w pogoni z uciekającym zającem. Szczęście sprzyjało przestępcom, gdyż zając jakby w zmowie z nimi, pędził w innym kierunku, a psy wiedzione instynktem łowieckim goniły za nim. Zając uszedł, przestępcy zresztą też, a zmęczone psy wróciły do swoich przewodników, kładąc się na ziemi, by odpocząć. A że same przyszły do swoich opiekunów, ci nie mieli innego wyjścia: musieli je pochwalić.


Emor

Rodowodowy owczarek niemiecki był moim drugim psem służbowym. W upalny, lipcowy dzień jako przewodnik psa tropiącego wyjechałem wspólnie z grupą dochodzeniową na wieś, gdzie dokonano włamania do sklepu. Po przybyciu na miejsce i rozeznaniu się w sytuacji przystąpiłem z Emorem do tropienia śladu. Pies podjął ślad, ze sklepu poprowadził w pole, następnie do lasu. Wiedziałem, że nie będzie mu łatwo pracować ze względu na wysoką temperaturę powietrza. Jednak ku mojemu zdziwieniu pracował bardzo dobrze, trzymając cały czas nos przy ziemi. Zaskoczył o mnie jednak, że w tak trudnych warunkach ma dużą ochotę do pracy i przez godzinę ani razu nie zdradził oznak zgubienia śladu. Byłem zadowolony, że coś z tej pracy będzie, a wysiłek nasz nie pójdzie na marne. Trochę zaniepokoił mnie fakt, że tropił on ślad zbyt szybko, ale dokładnie i z pasją. Nie miałem jednak innego wyjścia, jak zdać się na jego nos. Nagle zza krzaków wyłoniło się jezioro. Emor tropiąc do samej wody, wszedł do niej i zaczął łapczywie pić. Kiedy skończył, wszelkie próby podjęcia śladu spełzły na niczym. Po prostu stało się tak dlatego, że pies będąc bardzo spragniony, z większej odległości zwęszył wodę i wytrwale do niej dążył. Doskonała praca na śladzie była przez niego pozorowana, aby nie przeszkodzić mu w dojściu do celu.

Innym razem udałem się z Emorem do szkoły podstawowej, gdzie dokonano włamania. Nie możliwe było użycie psa w tych warunkach, ponieważ włamania dokonano dwa dni wcześniej, a szkoła znajdowała się w samym mieście. W takich okolicznościach żaden pies nie podejmie śladu. Dzielnicowy tego rejonu bez wahania wytypował potencjalnego włamywacza. Razem poszliśmy do jego mieszkania, w którym zastaliśmy szesnastoletniego chłopaka. Na widok nas i warczącego psa przyznał się do tego włamania. Powiedział, że niczego nie będzie ukrywał, bo pies go rozpoznał. Początkowo byłem zdziwiony agresywnym zachowaniem Emora, ale po chwili zauważyłem na parapecie okiennym skulonego kota, na którego właśnie warczał mój wychowanek. Skradzione przedmioty wróciły z powrotem do szkoły.


Brutus

Był łagodnym rottweilerem, dlatego właściciel zdecydował się na jego szkolenie. Po odpowiednich ćwiczeniach z łagodnego psa stał się dobrym obrońcą i stróżem. Po odbiór właściciel przyjechał ze swoim bratem, który był znany psu, ale na stałe z nim nie mieszkał. Po zademonstrowaniu poziomu wyszkolenia z pozorantem właściciel chciał jeszcze wypróbować ten wariant na swoim bracie. Powiedział, że jeśli pies zaatakuje brata, to na pewno będzie dobrym obrońcą. Brat założył rękaw ochronny, a właściciel wydał rozkaz „bandzior”. Brutus zaatakował zdecydowanie, a pozorujący zamiast podać mu rękaw, uniósł go do góry. Pies wykorzystał moment odkrycia i przejechał zębami po żebrach. Popłynęła krew. Przed odjazdem właściciel Brutusa powiedział, zacierając ręce, że bratu rana się wygoi, a on ma świetnego psa. Po tym dość przykrym zdarzeniu już nigdy nie pozwalałem na takie eksperymentowanie. Na podkreślenie zasługuje fakt, że jeśli psu wpoimy dany rozkaz, to wykona go bez względu na okoliczności. Podobnie ma się sprawa z innymi rozkazami, które wydane przez przewodnika, zawsze będą dla niego najważniejsze. Dlatego każde szkolenie polega na wykorzystaniu naturalnych instynktów psa, którym pies się bezwzględnie podporządkuje.


Ajaks

Był owczarkiem niemieckim, niespełna dziesięciomiesięcznym. Pomimo, że przeszkoliłem „armię’ psów, ten był najwspanialszy. Tak dobrego psa już nigdy po nim nie miałem. Szkolił się wspaniale, rozkazy wykonywał bezbłędnie i z największą przyjemnością. Pamiętam, jak przyzwyczaiłem go do pewnego miejsca, gdzie na każde polecenie wracał. Z odległości kilkuset metrów posyłałem go na to miejsce, gdzie czekał na rozkazy w pozycji stojącej. Wówczas z odległości około 100 m. Podawałem mu rozkazy optyczne, które wykonywał bezbłędnie. Pewnego razu jednak „wyłamał” się z dyscypliny, kiedy szedłem z nim w mieście po chodniku bez smyczy. W pewnym momencie spostrzegłem, że pies zniknął. Zacząłem się oglądać na wszystkie strony i trwało to kilkanaście sekund. Spojrzałem przypadkowo w kierunku baru, w którym były otwarte drzwi i zobaczyłem, jak z jego wnętrza spokojnie, oblizując się, wychodzi Ajaks. Następnie grzecznie ustawił się przy mojej lewej nodze i poszedł ze mną dalej. Był też doskonałym stróżem i obrońcą. Jego właściciel opowiadał mi, że kontynuując szkolenie ze stróżowania, stawiał butelkę wódki na swoim tarasie, a psa w kagańcu puszczał na podwórze. Dobierał chętnych (zawsze się znaleźli), którzy mieli wejść przez płot i zabrać wódkę. Wódka nigdy nie zmieniła właściciela, ponieważ Ajaks był zawsze na posterunku.


Kalif

Dorodny doberman przybył do mnie na szkolenie razem ze swoim panem. Na pierwszym treningu właściciel puścił go, by się wybiegał przed ćwiczeniami. Pech chciał, że w pobliżu przechodziła pani ubrana w czerwoną spódnicę. Kalif z niezwykłą ochotą pobiegł w jej kierunku, chwycił zębami spódnicę i po chwili miał ją w pysku. Ze spódnicą rozpoczął prawdziwy taniec radości, biegał tam i z powrotem. Przerażona kobieta stała na środku ulicy w samej bieliźnie. Na szczęście właściciel psa miał na miejscu samochód, a że z zawodu był krawcem, więc wszystko skończyło się dobrze.


Autor: Leonard Wach

[edytuj] Przeczytaj też




Ogłoszenia

sprzedam psa
sprzedam kota